pieprzone amonity!!! wybrałem się na wycieczkę rowerową nad wisłę [ wskazania miejsca odbyły się wcześniej-doradzał kolega ].
dość, że musiałem jechać przez chaszcze jakich nigdy nie zaznałem [ nie żebym nie lubił chaszczy, ale takich to raczej nie ], to jeszcze na koniec zostałem osaczony, zaatakowany, pogryziony i zniesławiony, przez stado krwiożerczych polinezyjskich bobrów miniaturek, które zagościły nad wisłą na dobre, polując, żerując i strasząc erisducha winnych przechodniów lub przejezdniów jakim byłem ja.
nie znalazłem żadnego amonita, a do tego czuję się pohańbiony przez bezwzględne stworzenia, które grasują bezkarnie- co na to władze miasta?


?