LOSTFREEQ
Moderator Globalny
Socjopata

Płeć: 
Wiadomości: 723
i don't need sex, my government fucks me everyday!
|
 |
« : Poniedziałek, 7 Marzec 2011, 23:55 » |
|
O Absolucie
-Jeżeli pyta mnie pan o Absolut, to poza oczywistym skojarzeniem z absolutnie pysznym napitkiem, rozumiem Absolut jako wyraz boskości, jej emanacja, czy też istotowość, ale żeby o nim mówić w sensowny sposób i nie popaść w typowo ludzki punkt widzenia, któremu tak daleko do boskości, jak kozom do kozaków zaporoskich, a właściwie, to jeszcze dalej, należy zacząć od pojęcia wolności. Wolności absolutnej. Wolności tworzenia, stwarzania rzeczywistości i siebie. Proszę sobie wyobrazić, że może pan wszystko... -No...-zaczynam niepewnie, ale zachęcony dobrotliwym spojrzeniem profesora próbuję opisać to co przychodzi mi do głowy-...myślę, że zacząłbym od wprowadzenia pokoju ogólnoświatowego, potem wziąłbym się za całkowitą poprawę życia... -Humanista z pana i nawet to rozumiem, ale widać ten ludzki punkt widzenia, z którego pan wychodzi. Za przeproszeniem, jest pan mocno ograniczony. Proszę puścić wodze fantazji! Obdarzam pana boskimi atrybutami, a pan się sam ogranicza. No niech pan chwilę pomyśli. -Ja wiem? Może kosmos. Zmienić go tak...hmmmm...mógłbym stwarzać gwiazdy, układać je jak chcę. -Dobrze, już dobrze. Nie może pan powiedzieć dokładnie co mógłby pan zmienić na lepsze, bo nie zna pan innego życia poza swoim ludzkim,a jednocześnie chce pozostać humanistą a jednocześnie zdaje sobie pan sprawę z tego, że takowe- mam na myśli inne- może istnieć i być zupełnie inne niż pańskie, a to znaczyłoby, że ma też inne potrzeby, których pan nie zna, więc jeśli chciałby pan je poprawić, to najpierw musiałby pan je poznać. Proszę postawić się zatem w roli, a przynajmniej spróbować, boskiej. Ma pan atrybut całkowitej wolności stwarzania, jest pan poza czasem, wieczność to dla pana zaledwie nic. Może pan wszystko. -Czynie zatem tak, aby wszystkim było dobrze- stwierdzam niepewnie. -Wszystkim, to znaczy nikomu, bo co dobre dla jednego, innemu może sprawiać przykrość. To zawsze był dylemat zakresu wolności, ale ja pana stawiam poza tym dylematem. Niech pan spróbuje inaczej. Jest pan sam, bo absolut zawsze jest sam i wszystko co pan stworzy nie może być złe. Jak gwiazdy, czy galaktyki. One po prostu są. Nie są ani złe, ani dobre. Stwarza pan wszechświat za wszechświatem, czyni je pan pięknymi, obleka je w matematyczną i fizyczną doskonałość, i wszystko to dzieje się milionami lat...dla nich, a dla pana to zaledwie mrugnięcie powiek... -Już wiem!-podekscytowany krzyczę- Wiem Profesorze co chce Pan przez to powiedzieć. To wszystko nuda. -Brawo mój drogi. Jednak nie jest pan tak ograniczony jak zakładałem- bez obrazy oczywiście. Nuda. Niekończąca się nuda. Wolność absolutna, to nuda absolutna. Jeżeli możesz wszystko i stoisz poza czasem, to ogarnia cię nuda, bo sama możliwość czynienia wszystkiego w jednej chwili, implikuje bezsens tej czynności. To co wydaje się tak pociągające, czyli całkowita wolność i wszechmoc, staje się niczym innym, jak tylko nudą. Wieczną nudą. I nie jest to wcale jakieś wielkie odkrycie. Co pan lubi jeść? -Tiramisu- strzelam nieco zbity z tropu. -Proszę zatem sobie wyobrazić, że dostaje pan na śniadanie, obiad i kolację, tylko tiramisu, i dzieje się to bez końca... -Fuj- mówię z obrzydzeniem. -Tak właśnie!- mówi zadowolony profesor- Nawet największa przyjemność, którą będziemy doświadczać w nadmiarze, stanie się dla nas katorgą największą. -Ale to by znaczyło, że Stwórca jest najsmutniejszą i najtragiczniejszą postacią... jeśli się w niego wierzy oczywiście- dodaję w pośpiechu. -I tacy jesteśmy mój panie. -Nie rozumiem?- pytam mocno zaskoczony. -A co na miejscu Stwórcy zrobiłby pan? -Hmmm... -Ograniczenie! Ograniczenie, to słowo klucz. Jeżeli jestem całkowicie wolny i wszechmocny, to jedynym sposobem na nudę tej egzystencji, jest ograniczenie swoich możliwości. I to drastyczne ograniczenie, bez wiedzy o nim. -Chce Pan powiedzieć... -Tak! Wszyscy jesteśmy Stwórcą, który zapragnął się nie nudzić.
|
|
|
|
|
Zapisane
|
zabawne, że najczęściej otwierają usta, z rozbrajającą szczerością, Ci, którzy nie mają nic do powiedzenia
|
|
|
LOSTFREEQ
Moderator Globalny
Socjopata

Płeć: 
Wiadomości: 723
i don't need sex, my government fucks me everyday!
|
 |
« Odpowiedz #1 : Środa, 23 Marzec 2011, 20:19 » |
|
Rozmowy z profesorem Eugene la Roux w nowym wieku- o postępie
Postęp
–Na początku mojej naukowej kariery, niemal fizycznie rozbijaliśmy w piwnicach atom, przy użyciu młotka i kowadła. Teraz mamy ogromne akceleratory. Czy to jest postęp? Oczywiście! Proszę wyobrazić sobie neandertalczyka, którego zamykamy w pokoju, gdzie nie dochodzi ani światło, ani żaden dźwięk. Całkowita izolacja. Na środku pokoju stoi podłączona do prądu lodówka. Drzwiczki jej są uchylone. Co robi taki homunculus? Bada otoczenie i powiem panu, że po kilku próbach, jeśli tylko będzie wystarczająco bystry, dojdzie do przekonania, że światło wytwarza zimno. –Jak to?- protestuje. –A tak. Jeżeli będzie otwierał drzwi lodówki, to jednocześnie będzie widział światło i odczuwał zimno z niej płynące, gdy je zamknie, światło zniknie, ale nie będzie chłodu. –Jak ma się to do dzisiejszych czasów? –Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, co znaczy w dzisiejszych czasach słowo postęp. W każdych czasach po prawdzie, ale teraz nabiera ono złowieszczo groźnego brzmienia. Bo czyże innym jest postęp, jak nie wyzyskiem Ziemi? Żeby kraje mogły wykazywać rozwój i przyrost gospodarczy, muszą eksploatować zasoby naturalne, a one sumarycznie rzecz ujmując, są w skończonej i wcale nie tak dużej ilości jak nam się wydaje. Proszę mnie nie zrozumieć źle. Jestem daleki od utyskiwania nawiedzonych ekologów, czy obrońców natury, którzy przybijają się do drzew aby ponoć je ratować, a używają do tego gwoździ i młotków. Oczywiście kosmos jest pełen zasobów, ale zanim po nie sięgniemy, może się okazać, że zabraknie ich nam tu, na Ziemi, aby wytworzyć środki, dzięki którym po nie polecimy. Kolejnym objawem postępu, i to chyba w najgorszym wydaniu, jest ogromna betonowa tablica, wmurowana w jeszcze większy głaz, przy rondzie mogilskim [ rondo w centrum Krakowa– przyp. aut. ], na którym dumnie i wielkimi literami, napisane jest: “Tu rosły wiekowe topole Władysława Szafera [ znany polski botanik, który zajmował się ochroną przyrody– przyp. aut.]“ To przecież brzmi jak okrutny chichot. –Jest Pan znany z ogromnej wiedzy, korzysta Pan z najnowszych osiągnięć nauki. Można przypuszczać, że jest Pan awangardą postępu, a z tego co słyszę, zdaje się Pan widzieć tylko jego złe strony? –Postęp jest nieunikniony, a dążenia człowiek nie są niczym ograniczone poza jego wyobraźnią, jednak ta, aby mogła funkcjonować, musi mieć pożywkę w postaci emocjonalnej, a o tym zdają się zapominać wszyscy naukowcy. Dzisiejszy naukowiec, to człowiek błądzący w labiryncie. Ślepe uliczki, ciemne zaułki i wszędzie dookoła mur. Nie zdaje sobie sprawy z ostatecznego celu. Oświadcza wręcz, że ” celem jest dojście do krańca nieskończoności ” czyli, że cel właściwie nie istnieje. Miarą jego sukcesu jest nie droga do mety, lecz droga do startu. To wszystko abstrakcje, których nigdy nie da się zrealizować. A gdyby popatrzeć na ten labirynt z góry? –Czyli, że to wszystko marność? Jakaś ułuda? Miraż, za którym niepotrzebnie gonimy? –Nie! Oczywiście nie. Postęp aby był pełny, nie może ograniczać się do samej nauki. Czasami trzeba podejść do zagadnienia w sposób, który bywa bardzo daleki od nauki. Wąska specjalizacja potrafi dokonywać odkryć niezwykłych, ale żeby dostrzec to, co powinno się odkryć, trzeba mieć szeroki horyzont naukowy i głębokie poczucie człowieczeństwa, czyli emocjonalną głębię. –Jak widzi Pan zatem przyszłość? –Każdy kolejny dzień, lokuje nas, całą ludzkość, w ciemny pokój, w którym stoi lodówka. Pokój robi się coraz większy, a w lodówce znajdujemy coraz więcej smakołyków. Od nas tylko zależy, czy się nimi nie udławimy.
|
|
|
|
|
Zapisane
|
zabawne, że najczęściej otwierają usta, z rozbrajającą szczerością, Ci, którzy nie mają nic do powiedzenia
|
|
|
LOSTFREEQ
Moderator Globalny
Socjopata

Płeć: 
Wiadomości: 723
i don't need sex, my government fucks me everyday!
|
 |
« Odpowiedz #2 : Wtorek, 29 Marzec 2011, 15:03 » |
|
Rozmowy z profesorem Eugene la Roux w nowym wieku- o kosmosie
-Ostatnimi czasy, pojawia się wiele teorii opisujących wszechświat jako taki, jego powstanie, zasobność i kierunki rozwoju. Kilka lat temu, uczeni zaczęli postulować istnienie tzw. Ciemnej Materii i Ciemne Energi. Jak Pan profesor odnosi się do tego zagadnienia? -Śmieszą mnie te teorie, w ogólności mówiąc. -Czy to znaczy, że nie zgadza się Pan z nimi? -Oczywiście! Uczeni zapomnieli o podstawowej zasadzie nauki jaką jest Brzytwa Ockhama. Mnożą byty ponad potrzebę. Jestem zwolennikiem, starej indyjskiej prawdy, że "nie można mówić, że jakaś rzecz nie istnieje, ponieważ głupcy jej nie spostrzegają", ale jeśli ma się wystarczająco dużo danych, nie można tworzyć bez potrzeby, kolejnych, bezproduktywnych teorii, tylko dlatego, żeby zaspokoić własne, nabrzmiałe ego. -Rozumiem, że nie jest pan skłonny przyjąć istnienia Ciemnej Materii? -Ależ jestem! Jestem skłonny i to bardzo. Zalega ona w umysłach uczonych, którzy ignorują fakty. -Czyż faktem nie jest brak wystarczającej masy, aby gwiazdy na krańcach galaktyk, pędzące z tak ogromną prędkością, mogły się w nich utrzymać? -I dlatego postuluje się istnienie Ciemnej, a właściwie niewidzialnej, Materii. Ale to błąd założenia. Obliczenie masy galaktyki odbywa się z uśrednieniem, które już samo w sobie zawiera wiele błędów. Masę oblicza się na dwa sposoby: pierwszy z jasności obiektów i ich analizy widmowej, drugi ze względu na siłę grawitacji. O ile tym pierwszym łatwo posłużyć się w celu wyliczenia masy obiektów świecących [ np.gwiazd ], o tyle, nie można zastosować tej metody do obiektów, które nie emitują światła... -...czyli Czarnych Dziur przykładowo. -Brawo! W tym przypadku musimy korzystać z tej drugiej metody. O ile istnienie Czarnych Dziur zostało udowodnione teoretycznie i potwierdzone badaniami, o tyle istnienie Ciemnej Materii jest tylko teoretycznym dziwolągiem, który ma tłumaczyć wszystko. Wygląda to tak: nie wiem dlaczego tak jest jak jest, więc wymyślamy teorię, która pozwala założyć coś czego nikt nie jest w stanie potwierdzić, ale cały ogląd świata pozostaje niezmieniony. Chodzi o to, żeby nie rozbić w drobny mak całej naszej dotychczasowej wiedzy. -Chce Pan powiedzieć, że obecna wiedza jest bezużyteczna? -Bliższy byłbym temu stwierdzeniu, niż kurczowemu trzymaniu się jej i wymyślaniu co i raz jakiś dodatkowych niewiadomych, tylko po to, aby mieć jakiś stały grunt pod nogami. -Gdzie zatem jest ta brakująca masa? Bo jej braku przecież nie można zaprzeczyć. -Sam już pan powiedział, ale gdybym miał być złośliwy, to założyłbym, że brakująca masa spoczywa w obrośniętych tłuszczem brzuchach teoretyków, którzy wymyślili Ciemną Materie. -Czarne Dziury zatem... -Tak. To one są odpowiedzialne za brakującą masę. Obserwacje, które poczyniono w gromadzie galaktyk Pocisk [ koronny dowód na istnienie Ciemnej Materii- przyp. aut. ], tylko potwierdzają moje przypuszczenia. Krążą one wokół Super Masywnej Czarnej Dziury, a nie jak twierdzą inni, odpowiedzialna za to jest Ciemna Materia. Soczewkowanie grawitacyjne, które się tam obserwuje, jest wpływem tegoż obiektu lub tych obiektów, bo nie wykluczam istnienia tam, zespołu Czarnych Dziur. -Mimo to, obserwowane Czarne Dziury zostały przecież na tyle dobrze zbadane, a ich masy uwzględnione w całkowitej masie galaktyk i okazało się to niewystarczające. -Sam pan powiedział obserwowane. Nikt nie wie dokładnie ile ich jest i gdzie się znajdują. Gdyby jednak bliżej przyjrzeć się nie dawno sporządzonej mapie rozkładu tzw. Ciemnej Materii, to można z dużą dokładnością ocenić gdzie one się znajdują. Z dużą, ale też nie wystarczającą dokładnością, bowiem należy pamiętać, że czas, jak i wszystkie inne wymiary, w okolicach Czarnych Dziur, przez ich nie wyobrażalną masę, zostają niejako zawieszone, więc nawet pośrednie obserwacje [ bo tylko takie są możliwe ], nie dadzą nam odpowiedzi, jaką masą dysponują poszczególne obiekty. Możemy stwierdzić jedynie, że całkowita masa Czarnych Dziur we wszechświecie, to około 80% całej jego masy, bo tyle nam brakuje w wyliczeniach. -Czyli neguje Pan całkowicie istnienie Ciemnej Materii? -Wolałbym już przyjąć założenie izraelskiego fizyka, Mordehaia Milgroma, który zaproponował modyfikację dynamiki newtonowskiej, albo istnienie dysku anty-grawitacyjnego wokół galaktyk, lub też poza znanym nam wszechświatem, czyli tam, gdzie przywykliśmy uważać, że nie ma nic, że jeszcze tam nic nie ma, do momentu, gdy wszechświat nasz zaweźmie sobie to nic w posiadanie. -Rozumiem przez to, że zarzuca Pan naukowcom wprowadzanie opinii publicznej w błąd? -Nie tylko opinii publicznej, ale i samych siebie. To jest tak, że gdy raz pan skłamie, musi pan iść za tym kłamstwem i brnąć w kolejne. Żeby to panu uświadomić dobitnie, powiem, że ze słynnego równania Einsteina i jego teorii, naukowcy stworzyli historię powstania wszechświata, czyli Big Bang, która zaprzecza tymże teorią. Jeżeli przyjrzy się pan dokładnie pierwszym chwilom po Wielkim Wybuchu, to okaże się, że rozprzestrzeniał się on znacznie szybciej niż graniczna wartość prędkości światła, a co za tym idzie, w niezgodzie ze stanem wiedzy, więc wymyślono inflację kosmologiczną itd. Oczywiście, można przyjąć, że wszechświat rozszerzał się w nicości, czyli mógł on przekraczać wszystkie bariery, bo ich wtedy nie było jeszcze, ale skoro tak, to można sobie wyobrazić sytuację, kiedy wydostajemy się poza nasz wszechświat, a tam żadne wiążące nas prawa tutaj, nie będą obowiązywać, tylko wtedy będziemy w dosłownym tego słowa znaczeniu: NIGDZIE, więc jak możemy BYĆ w ogóle? To paradoks, w który zagłębiają się dalej naukowcy, i z którego wyjść już nie potrafią, więc ciągną go dalej, bo inaczej ich cała wiedza stałaby się bezwartościowa, cały ich dorobek przepadłby z kretesem, a oni sami straciliby na wartości definitywnie. Łatwiej zatem jest iść wytyczoną ścieżką, choćby nie prawdziwą, niż zburzyć wszystko i zacząć budować od nowa. Wrócić do początku i stanąć na rozdrożu. -A Pan profesorze, którą drogą poszedłby? -Ja gdy idę i widzę rozchodzące się ścieżki, to podążam nimi.
|
|
|
|
|
Zapisane
|
zabawne, że najczęściej otwierają usta, z rozbrajającą szczerością, Ci, którzy nie mają nic do powiedzenia
|
|
|
LOSTFREEQ
Moderator Globalny
Socjopata

Płeć: 
Wiadomości: 723
i don't need sex, my government fucks me everyday!
|
 |
« Odpowiedz #3 : Środa, 30 Marzec 2011, 19:30 » |
|
o społeczeństwie
-Za każdym razem, gdy przychodzę do Pana profesora, z moimi pytaniami, boję się, że przerywam Panu, odrywam od ważniejszych rzeczy, a co gorsza, obawiam się, że przychodzę z trywialnymi rzeczami... -Większość dziennikarzy i różnej maści głupców, nafaszerowanych telewizyjną papką i wcale nie umiejących słuchać, spławiam, nie raz drastycznie. Niestety ludzie nie wiedzą o co pytać [ w sensie, co może być istotne ], a już z całą pewnością, nie przychodzą tu by słuchać czegokolwiek, a jedynie odfajkować wizytę u mnie. Potem piszą i tak, to, co wcześniej "wymyślili" sami. O tyle się pan od nich różni, że pisze to, co mówię...no i nie specjalnie wiele przerywa. -Dziękuje- mówię zmieszany nieco- Czy moglibyśmy zacząć właściwy temat?
-W typologi Junga spostrzegamy dwa, odmienne typy ludzkie, a raczej postawy wobec świata. Są to typy ekstrawertyczne i introwertyczne. Oczywiście umowność tego zestawienia jest widoczna gołym okiem i Jung sam o tym mówi, ale dla naszego tematu jest ona wystarczająca. Trzeba nam pamiętać, że nie Jung był odkrywcą tych typów, ale też w sposób klarowny i odpowiedni, po raz pierwszy je przedstawił. Jeden z nich skupia się na przedmiocie, bez którego nie potrafi żyć i jest dla niego le sens de la vie, drugi zaś zwraca się do wewnątrz i niejako adoruje podmiot, którym jest on sam, a cała rzeczywistość istnieje o tyle, o ile jest przydatna do poznawania swego wnętrza. Nie ma idealnego introwertyka czy ekstrawertyka. Każdy człowiek ulega przez całe życie wpływom obu postaw. Raz przechyla się w jedną, a innym razem w drugą stronę. Mimo to podział jest jak najbardziej na miejscu, bowiem z biegiem życia, powoli, acz nieubłaganie, zbaczamy w jednym z tych kierunków. Ogromny wpływ na wybór którejś z postaw [ typów ] ma państwo. Dawniej były to zgromadzenia, wioski, miasta, teraz państwa, a także, globalnie patrząc, syndykaty rządów, które kumulują władzę, centralizują ją, choćby pod postacią globalnych firm farmaceutycznych. I nie ważne, która partia jest u władzy, czy prawica, czy lewica, wszystkie one chcą tylko jednego: chcą ekstrawertyków ukierunkowanych na MAM albo BĘDĘ MIAŁ. Takimi ludźmi łatwiej kieruje się i manipuluje. W pięćdziesiątym trzecim, czy czwartym, rozmawiałem o tym z Philipem [ Philip K. Dick, autor wielu książek i opowiadań S-F - przyp. aut. ], a on, jak to zwykle bywało, bardzo trafnie opisał tą sytuację w jednym ze swoich opowiadań [ Na obraz i podobieństwo Yanceya- przyp. aut. ]. I to się dzieje. Tak właśnie jest i na każdym kroku się to pogłębia. Damy wam marchewkę żebyście byli potulni, a w domyśle pobrzmiewa: nie za dużą, bo chodzi tylko żebyście mieli siłę pracować. I nic więcej! Wychowanie takiego społeczeństwa, które nie wie, że jest manipulowane, to proces bardzo długi i żmudny, ale wykonalny jak widać na "załączonym obrazku". Oczywiście zawsze pozostają niechciane jednostki, które nijak nie pasują do schematu, ale w społeczeństwie, które z góry jest już ukierunkowane, o takie jednostki, władza nie musi się martwić, bo albo są one marginalizowane, albo wyśmiewane, albo też, przytłaczającą większością potulnych ludzi, tłamszone. W istocie, wszystkie te metody są stosowane jednocześnie, a także wiele, wiele innych. Człowiek myślący inaczej niż przyjęty kierunek, nie ma czego szukać i nie ma szans na wyjście z cienia. Odmienne myślenie kierunkuje się, kanalizując w sztuce i tym podobnych, nie groźnych miejscach, a jeśli zachodzi potrzeba stłumienia wybujałej fantazji jakiejś jednostki, to zawsze pozostają jeszcze środki przymusu bezpośredniego- bardzo "lubię" ten eufemizm. -Twierdzi Pan, że nie ma wyjścia? -Może pan zmienić otoczenie, wyjechać do innego miasta, zmienić kraj, ale masmedia wszędzie działają tak samo i w tym samym celu. Kiedyś można było się zaszyć w jakimś odludnym miejscu. Teraz globalizacja połknęła te enklawy. Z resztą uważam takie działanie za ucieczkę. Już dawno moglibyśmy kolonizować kosmos, gdyby tylko przeznaczyć środki, które idą np. na wojsko- oczywiście to duże uproszczenie- ale nic takiego się nie może zdarzyć, bo ludzkość łatwo można kontrolować na mniejszym obszarze. Kosmos należy przygotować do takiej kontroli. -Czyli nie ma żadnej nadziei? -Jest [ śmiech- przyp. aut. ]. Niektórzy domy wariatów nazywają kosmosem.
|
|
|
|
« Ostatnia zmiana: Środa, 30 Marzec 2011, 19:38 wysłane przez LOSTFREEQ »
|
Zapisane
|
zabawne, że najczęściej otwierają usta, z rozbrajającą szczerością, Ci, którzy nie mają nic do powiedzenia
|
|
|
ten co niesie swiatlo
Spamer
Członek Klubu Dyskusyjnego Eris

Płeć: 
Wiadomości: 213
Frater Profanum
|
 |
« Odpowiedz #4 : Czwartek, 31 Marzec 2011, 11:34 » |
|
Istnieje tylko dwóch dobrych ludzi - jeden zmarł, a drugi się jeszcze nie narodził. 
|
|
|
|
|
Zapisane
|
Pisz krótkie zdania,a będziesz zrozumiany.
|
|
|
Mari
Obrońca Eris
 
Płeć: 
Wiadomości: 344
|
 |
« Odpowiedz #5 : Czwartek, 31 Marzec 2011, 19:06 » |
|
Plotki. Ciesze sie doskonalym zdrowiem 
|
|
|
|
|
Zapisane
|
|
|
|
LOSTFREEQ
Moderator Globalny
Socjopata

Płeć: 
Wiadomości: 723
i don't need sex, my government fucks me everyday!
|
 |
« Odpowiedz #6 : Czwartek, 31 Marzec 2011, 19:23 » |
|
co i mnie cieszy a co do tych dobrych ludzi, to można by parafrazować doskonałe powiedzenie: cmentarze są pełne wybitnych ludzi
|
|
|
|
|
Zapisane
|
zabawne, że najczęściej otwierają usta, z rozbrajającą szczerością, Ci, którzy nie mają nic do powiedzenia
|
|
|
ten co niesie swiatlo
Spamer
Członek Klubu Dyskusyjnego Eris

Płeć: 
Wiadomości: 213
Frater Profanum
|
 |
« Odpowiedz #7 : Piątek, 1 Kwiecień 2011, 17:21 » |
|
A mojego avatara jak nie widać,tak nie widać 
|
|
|
|
|
Zapisane
|
Pisz krótkie zdania,a będziesz zrozumiany.
|
|
|
LOSTFREEQ
Moderator Globalny
Socjopata

Płeć: 
Wiadomości: 723
i don't need sex, my government fucks me everyday!
|
 |
« Odpowiedz #8 : Poniedziałek, 11 Kwiecień 2011, 23:13 » |
|
o medycynie i lekarzach
-Chciałbym Pana Profesora zapytać, jak widzi Pan medycynę dziś i jutro, i jaki ma Pan do niej stosunek? -Mam ją w najgłębszym..." poważaniu ". -Czy mam przez to rozumieć, że nie ceni Pan medycyny i lekarzy? -Jak najbardziej. Jest to dziedzina nauki całkowicie zbędna- poza małymi wyjątkami- a lekarze, to nacja, którą można wysłać w bardzo daleką podróż z biletem tylko w jedną stronę. -Czy mógłby Pan rozwinąć nieco tą kwestię? -Oczywiście, ale najpierw proszę pomyśleć. Czy, gdy porusza pan ręką, potrzebuje pan kogoś z zewnątrz? -Mój umysł tym zawiaduje. Wykonuje polecenia, które mu narzucam. -Oczywiście. Dzieje się to świadomie lub mniej świadomie, ale to pan tym włada. A teraz, gdy atakuje pana infekcja, na ten przykład jakiś wirus grypy. Co się dzieje? -Hmmm... -Pański organizm broni się. Ma pan gorączkę, katar i kilka innych objawów, ale nie są one spowodowane bezpośrednio przez wirus, on jest tylko elementem, na którego reaguje organizm. On to wytwarza przeciwciała, on też powoduje gorączkę i wszelkie symptomy, które uważamy- zresztą bardzo błędnie- za objawy choroby. Nie! To są objawy reakcji obronnych organizmu, i trzeba dodać, że są to reakcje, którymi człowiek świadomie nie zawiaduje. Tak jak mruganie powiekami, czy też oddychanie oraz wszystkie funkcje organów wewnętrznych. Wszystkim tym zawiaduje mózg, choć nie wszystkich reakcji jest świadom jego właściciel. -Ale jak to się ma do medycyny? Już, już. Jeszcze jeden przykład. Gdyby pan miał możliwość "zwiedzenia" jakiegokolwiek zakładu dla tzw. chorych psychicznie, to mógłby pan zaobserwować wielu chorych, którzy uskarżają się na bóle. Bóle te w rzeczywistości nie istnieją- z punktu widzenia medycyny- ale w ich objawy są jak najbardziej rzeczywiste dla pacjentów. Bóle te wytwarza mózg. -Jesteśmy już blisko medycyny, ale nadal nie potrafię zrozumieć dlaczego jest Pan takim przeciwnikiem lekarzy? -Dzięki temu, co właśnie powiedziałem, powinien pan już zrozumieć, że mózg potrafi rzeczy, o które byśmy go nie podejrzewali, a co za tym idzie, może, bez ingerencji z zewnątrz, zawiadywać całym organizmem. Może wytwarzać bodźce, które organizm osłabią lub go będą bronić i umacniać. -Chce Pan powiedzieć, że siłą woli można zdrowieć lub wywoływać choroby? -Tak, ale nie tylko to, i nie chodzi tu o siłę woli, a jedynie o odblokowanie istniejących mechanizmów mózgu. Sam jestem najlepszym przykładem. Kiedy w roku 1994 zdiagnozowano u mnie raka prostaty, żaden lekarz nie dawał mi nawet roku życia, a jak pan widzi, żyję i mam się dobrze. Więcej! Po roku - oczywiście z przekory i mojej małostkowości - zgłosiłem się na badania i okazało się, że stał się cud - tak wyraził się lekarz, który mnie badał. Rak nie tylko się zatrzymał, ale "wycofał". -To rzeczywiście cud! -Nie! Tak chcieliby mówić ci, którzy w medycynie pokładają nadzieje, a po prawdzie chodzi im tylko o zarobek. Wszystkie firmy farmaceutyczne, wraz z lekarzami, muszą podtrzymywać mit, że bez nich ludzkość nie ma szans. Trzeba pamiętać, że mózg nasz, świadomie bądź nie, zawiaduje naszym życiem, zdrowiem i chorobą. On potrafi więcej niż wszyscy lekarze razem wzięci. Jeżeli mogę poruszać poszczególnymi organami zewnętrznymi, to z dużą dozą prawdopodobieństwa, mogę także sterować- i to świadomie!- organami wewnętrznymi, co dzieje się i tak, tylko bez udziału naszej świadomości. Kwestią jest tylko odblokowanie tych zdolności, które nie zanikły, a jedynie wycofały się w nieświadomość z biegiem postępu cywilizacyjnego. Proszę tylko spojrzeć na niższe- z punktu widzenia ewolucji- gatunki zwierząt. Potrafią np. regulować temperaturę ciał, lub zawartość różnych substancji we krwi. To są zdolności, które i my posiadamy, ale im wyższy szczebel ewolucji, tym mniej świadomie możemy nimi sterować. Tym większe blokady są ustanowione, które należy przezwyciężyć. Dlatego twierdzę, że lekarze, w większości, są zbędni, bo człowiek, jego mózg, posiada zdolności samoregulujące się, samoobronne i stabilizujące. I nie ma do tego nic wiara i cuda, chyba, że chcemy wierzyć w lekarzy i ich "cuda", ale obiektywnie patrząc, wiedza lekarska i próby leczenia środkami z zewnątrz, to jak przelewanie oceanu łyżeczką do herbaty.
|
|
|
|
|
Zapisane
|
zabawne, że najczęściej otwierają usta, z rozbrajającą szczerością, Ci, którzy nie mają nic do powiedzenia
|
|
|
LOSTFREEQ
Moderator Globalny
Socjopata

Płeć: 
Wiadomości: 723
i don't need sex, my government fucks me everyday!
|
 |
« Odpowiedz #9 : Piątek, 15 Kwiecień 2011, 23:19 » |
|
o porządku i chaosie
-Jak widzi Pan dzisiejszy świat, pod względem walki, czy może też, spierania się sił dążących do porządku, a chaosem? -Jesteśmy obarczeni szkolną " wiedzą", która mówi nam, że wszystko na tym świecie dzieje się na zasadzie przyczynowości- przyczyna- skutek- i wszystko to, dzieje się w trójwymiarowym świecie, wzdłuż, którego płynie czas. -Wiedza ta jest szersza zapewne, ale rozumiem uproszczenie. -Bardzo dobrze. Proszę wyobrazić sobie, że teraz zapraszam pana na obiad i kucharz serwuje nam kalmary. Potem wraca pan do domu, po drodze zabierając córkę ze szkoły. Córka wybiega zadowolona i pokazuje panu obrazek, na którym widzi pan kalmary. Akurat w szkole, na lekcji biologi nauczycielka wykładała o kalmarach. Zbieg okoliczności- powiedziałby ktoś- ale wracacie do domu, a tu żona- teoretycznie zakładam, że ma ją pan- chcą zrobić niespodziankę serwuje... kalmary. I to po raz pierwszy odkąd się znacie! Zaczyna się pan zastanawiać, bo to dość intrygujący zbieg okoliczności. W tym czasie dzwoni do pana przyjaciel i oświadcza, że zaprasza pana na wycieczkę do Dubrownika, gdzie główną atrakcją będzie nocny połów kalmarów. Ledwie odkłada pan oszołomiony słuchawkę, a tu w telewizji opowiadają o kutrze rybackim, który zaginął u wybrzeży Japonii, polując na kalmary. I jeśli wtedy pan nie oszaleje, to zacznie pan podejrzewać jakiś spisek, a następnie systematycznie szukać związku między zaistniałymi wydarzeniami, ale, że nie znam, ani pańskiej żony, a tym bardziej przyjaciela, nie mam możliwości wpływania na program telewizyjny, a tym bardziej na program nauczania w szkole, to stanie pan w kropce. Oczywistością będzie, że to ja zapoczątkowałem serię, ale jaki są powiązania między tymi wszystkimi wydarzeniami, będzie owiane dla pana tajemnicą. A jeśli tych powiązań w żadnym razie nie ma? -Możliwe, że są, tylko ja ich nie widzę, lub mam za mało środków, aby je zobaczyć? -Doskonale! Zatem należy pan do tych dociekliwych- to się chwali- jednak po długich i bezowocnych dociekaniach, stwierdza pan, że nie może znaleźć żadnych punktów zbieżnych. -Zatem przypadek... -Koincydencja mój panie. Koincydencja synchroniczna zdarzeń kauzalnych, która prowadzi do stwierdzenia, że przydarzył się panu przypadek akauzalny, czyli bezprzyczynowy. Każdą z tych sytuacji z osobna, może pan wyjaśnić schematem przyczyna- skutek, ale wszystkie razem, nie tylko z punktu widzenia probabilistycznego, ale także ze zwyczajnego odczucia, stają się ciągiem zdarzeń, którego zaistnienie jest równe zeru, a jednak zaistniały. -Skoro zaistniały, to ich prawdopodobieństwo nie może być równe zeru. -Ma pan rację w pewnym sensie. Proszę przypomnieć sobie teraz doświadczenie myślowe z Kotem Schrödingera [ Schrödinger wymyślił urządzenie oddziałujące na kota, zamkniętego w pojemniku z trucizną (np. z trującym gazem). Do szczelnego pojemnika wkładamy: żywego kota, źródło promieniotwórcze emitujące średnio jedną cząstkę na godzinę oraz detektor promieniowania (np. licznik Geigera-Müllera), który w chwili wykrycia cząstki uwalnia trujący gaz. Po zamknięciu pojemnika i odczekaniu jednej godziny mamy 50% prawdopodobieństwo, że kot jest martwy, i takie samo prawdopodobieństwo, że jest nadal żywy. Z opisu kwantowo-mechanicznego wynika jednak coś innego – przed otwarciem pojemnika kot jest jednocześnie i martwy, i żywy- przyp. aut ], kiedy popatrzy pan na swój problem z kalmarami w ten sposób [ kwantowy ], to okaże się, że przyczynowość zachodzi i nie zachodzi. Bowiem, znajdzie pan przyczynę tego, że w szkole, w tym czasie prowadzono lekcję na temat kalmarów, jak również znajdzie pan przyczynę mojego zaproszenia na obiad itd. Mimo to, nie będzie pan mógł połączyć wszystkich tych wypadków w jedną całość. -Jak to się ma do naszego dzisiejszego tematu? Czy chaos widzi Pan Profesor tylko w takich przypadkach? I czy to znaczy, że porządek jest formą przeważającą? -Nie. W małych, zamkniętych strukturach, porządek może zaistnieć, jednak jest on tylko formą czasową- w rozumieniu naszej szkolnej "wiedzy"- formą przejściową, którą stworzył nasz umysł, aby mógł on funkcjonować poprawnie. Proszę zauważyć na ten przykład organizację świetlną i znakową na drogach. Niby wszyscy zgadzają się, że musi ona istnieć, ale raz po raz, ktoś nie stosuje się do przepisów. I nie znaczy to, że chodzi tylko o ludzi pod wpływem alkoholu. Natura ludzka niejako czuje wewnętrznie, że chaos jest czymś pociągającym. Proszę spojrzeć też na wszystkie struktury państwowe. Pod postacią praw i nakazów, pleni się samowola poszczególnych urzędników. -Państwa jednak od dawien funkcjonują. -Tak. Oczywiście, pomimo to, twierdzę, że struktury, które budujemy, mają za zadanie ograniczać tylko poszczególne jednostki, które wykazują ewidentny ciąg w stronę chaosu. Czymże innym są uczucia, jak nie poddawaniem się chaosowi w jego najniebezpieczniejszej formie? Gdzie zabrnęła nauka w swoim dążeniu do porządkowania świata? Teoria [ choć to bardzo niewłaściwe słowo ] chaosu, fizyka kwantowa, relatywistyczna, ewolucja i wiele innych, mniej oczywistych faktów, przemawia za tym, że chaos jest naturalnym stanem, a jedynie umysł próbuje go uporządkować. Jako naukowiec nie powinienem podawać tego przykładu, a jednak stać mnie na to. Proszę przypomnieć sobie eksperymenty Rhine'a z odgadywaniem na odległość kart, które potwierdzają, że istnieje możliwość przekazywania informacji, lub też jej odczytywania, poza znaną nam zasadą przyczynowości, a co za tym idzie, podważają tradycyjne postrzeganie naukowe. -Czy to znaczy, że nasza nauka, którą tak długo rozwijamy, jest marnym instrumentem poznania? Że to co myślimy o świecie, jest tylko jakimś niewielkim wyjątkiem od reguły, że światem rządzi chaos? -To jak postrzegamy świat, znaczy tylko tyle, że tylko tak umiemy go widzieć, a to, co myślimy o świecie, to wybaczy pan...możemy z całą pewnością założyć, że to, co myślimy o świecie, jest mu doskonale obojętne.
|
|
|
|
|
Zapisane
|
zabawne, że najczęściej otwierają usta, z rozbrajającą szczerością, Ci, którzy nie mają nic do powiedzenia
|
|
|
|