pozostała jednak pamięć pewnego snu, po którego opowiedzeniu cioci, przeraziłem się nie lada
ciocia powiedziała, że to wróży śmierć kogoś znajomego-śniły mi się mianowicie wypadające zęby
nie zapadłoby mi to w pamięć, gdyby nie to, że w trzy dni później zmarł ojciec mojego serdecznego kolegi
przypadek powiedzieć można-probabilistyka zwykła
od tamtej pory, sen podobnej treści śnił mi się jeszcze dwa razy-za każdym, śmierć spotykała kogoś z bliskich mi osób
dlaczego zawsze mam tak [może i Wam się to tak przytrafia?], że kiedy "wiem", że coś się stanie i zostawię to dla siebie, to rzeczywiście tak jest, ale wystarczy, że podzielę się z innymi i już katastrofa gotowa, czyli zupełny misz masz [dotyczy to zwykle obstawiania wyników meczu-mam kupę znajomych co tym się interesują-ale też każdego właściwie aspektu życia]
i oto właśnie tak się stało w związku ze snem...
...śmierć następuje i owszem, ale wcale nie tam gdzie mogłem lub chciałem się tego spodziewać
owszem, ktoś kurewsko [przepraszka] bliski umiera, a właściwie już umarł
12 lat pięknej przyjaźni, wspólnych wycieczek
70tyś przejechanych wspólnie kilometrów
ehh wymieniać by można...
mój błękitny rumak, czyli rower właśnie wydaje swoje ostatnie tchnienia
już postanowiłem: wezmę łopatę, pójdę nad wisłę i pochowam...z należytymi honorami, będzie orkiestra itp
nie lubię przepychanek typu:ja lepiej, ale gorzej niż lechu nie zostanie pochowany